środa, 25 lipca 2012

Dzien 6

Dzien 6.
naprawa afryczki

Apan z pompa paliwa
Cala noc nie moglem zasnac bo zastanawialem sie co moze byc przyczyna ze africa nie chce odpalic. Ok. 10 slysze lezac w namiocie jak Apan probuje odpalic i nic ... po czym krzycze "a sprawdzales pompe paliwa, bo ostatnio jak nia poruszales to odpalila". Po chwili uslyszalem piekny furkot halasujacej afryczki - pompa paliwa sie zawiesza. Z miejsca noclegowego wyjechalismy ok 13. 30 km dalej znow sie zawiesila pompa. Tym razem bylo wiadomo co robic. Ok 16 Zatrzymalismy sie na wymiane kabelka w pompie. Piekne miejsce nad samym jeziorkiem - wlasnie tam zaliczylismy z Basia swoja pierwsza glebe na szutrze. O 18 ruszylismy dalej, daleko nie ujechalismy bo zaraz robilo sie ciemno. Szukanie miejsca na nocleg, jeziorko, szuterek i tam Apany zaliczyly glebe. Teraz lezymy pod bezchmurnym niebem a nad nami fruwaja nietoperki :)

Dzien 5

Dzien 5.
przerwa na tankowanie
Pogoda byla w kratke - raz slonce raz deszcz, po wyjezdzie z Kijowa tylko ubieralismy rzeczy przeciwdeszczowe i sciagalismy, ubieralismy i sciagalismy, ubieralismy i sciagalismy ... ceny: 10,70 hrywny za litr 95, 8-10 hrywny za piwko, 130 hrywny za noc w hostelu od os. Im bardziej na poludnie tym gorsze drogi i wolniej jedziemy. Patent ze skrzyneczka na plyny do moto nie zdal egzaminu na pierwszym szutrze - odpadla. O 19 zatrzymalismy sie na obiad - 140 hrywien za 4 os. Potem zaczelismy szukac noclegu i niestety afryczka zgasla po raz drugi :( nocleg znalezlismy nieopodal w przedroznych krzakach i dopchalismy ja tam. Dumajac przy piwku zastanawialismy sie co moze byc nie tak.

wtorek, 17 lipca 2012

Dzien 4

Dzien 4.
monastyr Sw. Michala

panorama Kijowa - rz. Dniepr
Dzien 4.
Pobudka z "samego rana", cudowne sniadanie przygotowane przez Panstwa Apanowskich i ruszamy na miasto. Zwiedzanie zakonczone obiadem w pobliskim barze mlecznym, chwila odpoczynku, zakupy na jutro i pakowanko, bo z rana jedziemy dalej - kierunek Donieck. Przed nami ponad 800 km do granicy z Rosja. Planowalismy na jutro czarnobylska eskapade, ale niestety zwiedzanie tylko w grupach zorganizowanych, trzeba poczekac na pozwolenie, a koszt takiej przyjemnosci to ok. 200$, takze jednak lepiej miec za co wrocic do domu. Pogoda dopisuje, gdyz poniewaz deszcze sie nas nie imaja (tfu tfu), slonce na zmiane z bialymi baranami, ok. 20 st., a przy powiewajacym wietrze odczuwalna nawet nizsza, takze idealnie na zwiedzanie i jazde. Zobaczymy co bedzie dalej...bo pewnie dobijemy do 40 st. gdzies w Armenii...Poki co 'si ju lejter alegejter' czyli do tam, gdzie bedzie net for free!



Dzien 3

Dzien 3
po nocy gdzies pod jakas tyci tyci wioseczka, pelnej krwiozerczych i napastliwych komarow, obudzil nas deszcz...wiec poszlismy spac dalej- w koncu Kijow nie zajac;) sniadanie, z pozostalosci dnia poprzedniego, zjedlismy juz pod bezdeszczowymi chmurami i ruszylismy na Kijow (160 km). Po 4 godzinach szukania noclegu, licznych dyskusjach z parkingowymi (ktorzy to byli niezmiernie uczynni i wykonywali nawet telefony do swych polskich kobiet) znalezlismy cos na ksztalt hostelu- w centrum scislym, niby nie tanio ale i nie drogo...ale kto by tam bral tak z biegu?!;) No wiec skuszeni namowami PanaMilego z Informacji Turystycznej odwiedzilismy Zielona Wyspe-tammial byc camping poEurowy...no i byl...psychodelia totalna , ustoju uprzedniego zapach az nazbyt silny... no a ceny wcale nie korzystniejsze! Takze po kolejnym tourne po tym gigantycznym miescie osiedlilim sie w centrum. Pierwsze ukrainskie smaki poznane, pierwsze tutejsze piwka wysiorbane i naprawde imponujace wrazenia Stolecznego Miasta-przyjaznego tyrystom nawet noca :)

sobota, 14 lipca 2012

Dzien 1

Dzien pierwszy dobiegl konca. Spimy na opuszczonym campingu w Lublinie-mrocznie, szczegolnie jak rano obudzimy sie obok smietnika:| ale to okaze sie dopiero po switaniu;)
Pierwsze przygody za nami.Skonczylo sie paliwo przed Warszawa, trzeba bylo zlapac stopa na stacje, ale poszlo bez problemu Pan zatrzymal sie sam i spytal czy nam nie pomoc. Teraz przerwa na obiad - jestesmy juz z Apanami :)